Daniel Kułas, mieszkaniec Oświęcimia i lokalny przedsiębiorca twierdzi, że nie zrobił nic złego, a strażnicy miejscy potraktowali go jak bandytę. Piotr Ichniowski, komendant Straży Miejskiej w Oświęcimiu jest zdania, że wszystko odbyło się zgodnie z zapisami obowiązującego prawa.
Oświęcimianin opowiada historię, która przydarzyła się jemu i jego pracownikowi 9 marca tego roku na parkingu przy ulicy Szopena w Oświęcimiu, gdzie obowiązuje sprawa płatnego postoju.
- Przyjechaliśmy dwoma samochodami na parking przy ulicy Szopena. Poszliśmy do mojego biura po pieniądze, by móc kupić bilet parkingowy. Gdy wróciliśmy, patrol straży miejskiej był już przy samochodach. Tłumaczyliśmy, że chcieliśmy dokonać opłaty. Ponadto okazało się, że mój pracownik nie miał przy sobie polisy OC. Dwie godziny czekaliśmy na policję. Skończyło się na niczym, bo za brak dowodu wpłaty ubezpieczenia nie ukarała go ani policja, ani straż miejska - mówi Daniel Kułas.
11 minut różnicy
Na kwicie wystawionym przez strażników widniała godzina 12.55. Tymczasem samochody oby panów zarejestrował monitoring wizyjny na skrzyżowaniu ulic Dąbrowskiego i Nojego o godzinie 13.06. Nie jest więc możliwe, że strażnicy interweniowali w godzinie, którą wpisali na mandacie.
- Tego samego dnia poszliśmy do komendanta (Piotra Ichniowskiego - przyp. aut.). Sprawdził monitoring i zaczął nas prosić, żeby nie składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, czyli potwierdzenia nieprawdy. Użył słów, że on będzie miał przerąbane, ale my też. Poleje się krew. Obiecał, że wyciągnie konsekwencje. Zadzwonił na trzeci dzień i prosił, żeby się spotkać i wyciszyć sprawę - podaje swoją wersję mieszkaniec Oświęcimia.
- Ustaliłem, że strażnicy wpisując godzinę się pomylili. Prawdopodobnie popatrzyli na zegar w samochodzie, który był przestawiony. Wezwania wycofaliśmy, sporządzono notatkę służbową, pod którą podpisali się także obaj panowie. Nikt niczego nie ukrywał, nie fałszował. Byłbym niespełna rozumu, gdybym, jak mówi pan Kułas, ich szantażował. Po co? Gdyby sprawa trafiła do prokuratury, podalibyśmy tam naszą wersję wydarzeń - mówi Piotr Ichniowski. - A tak, przeprosiłem obu panów i wydawało mi się, że sprawa została zamknięta.
Zatrzymanie
Jednak nie dla Daniela Kułasa, który 30 czerwca przyjechał na ten sam parking. Wszedł do siedziby swojej firmy na kilka minut. Przyznaje, że nie uiścił opłaty za parkowanie w strefie płatnego postoju. Znów pojawili się strażnicy miejscy, jednak nie ci sami, co w marcu.
- Próbowałem się tłumaczyć, ale nie było gadki. Mówili do mnie na ty, choć nie jesteśmy kolegami. Kazali mi wylegitymować się. Powiedziałem, że przejadę z płatnego parkingu na ulicę miejsce przy mojej firmie, które akurat się zwolniło. Strażnik zagrodził mi drogę, ale udało mi się przeparkować samochód. Wróciłem do funkcjonariuszy - wspomina Kułas.
- Chciałem jakoś załagodzić sprawę, ale słyszałem tylko wezwanie do wylegitymowania się. Fakt, że odmówiłem, bo przecież nie zrobiłem nic złego. Wtedy strażnicy wykręcili mi ręce, rzucili na maskę i skuli ciasno kajdankami. Prowadzili mnie tak w biały dzień, jak jakiegoś bandytę. Mój pracownik nagrał fragment tego zdarzenia telefonem komórkowym - opowiada oświęcimianin.
- Krzyczałem, że mnie boli i, że dam im dokumenty, tylko żeby mnie rozkuli. Strażnicy jednak wsadzili mnie do radiowozu z rękami skutymi z tyłu i powieźli mnie do komendy policji. W drodze kierowca tak prowadził radiowóz, że wskutek nagłych manewrów „latałem” po samochodzie, odczuwając coraz mocniejszy ból - mówi Daniel Kułas.
Zarzuty
W komendzie przebadano mnie na zawartość alkoholu (wynik 0,00 promili - przyp. aut.) i przeszukano. Ponieważ skarżyłem się na ból rąk i barku, a ponadto robiło mi się duszno, radiowozem straży zawieziono mnie do szpitala. Tam strażnicy drwili, żeby poza barkiem zbadano mi także oczy. A to dlatego, że z bólu poleciały mi łzy - żali się Kułas.
Na zachowanie strażników przedsiębiorca złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu. Ta jednak odmówiła wszczęcia postępowania, uznając zachowanie strażników za zgodne z prawe, a zastosowanie środków przymusu bezpośredniego za zasadne.
Niedawno Daniela Kułasa wezwała policja. Przedstawiono mu zarzuty naruszenia nietykalności i znieważenia oraz potrącenia samochodem funkcjonariusza. Oświęcimian nie przyznaje się do winy. Sądzi, że zdarzenie z 30 czerwca było zemstą za 9 marca. Kułas złożył ponowne zawiadomienie, tym razem dotyczące poświadczenia nieprawdy przez strażników i tuszowanie sprawy przez komendanta w marcu.
- Skoro pan Kułas uznał, że strażnicy złamali prawo 9 marca, to dlaczego zgłosił to dopiero teraz, gdy usłyszał zarzuty? - pyta Piotr Ichniowski, komendant straży miejskiej.
- Musze się jakoś bronić, tym bardziej, że słowo strażnika w sądzie liczy się razy dwa - tłumaczy Daniel Kułas.
Zdaniem straży
Komendant Ichniowski nie był na miejscu zdarzeń ani z 9 marca, ani z 30 czerwca. Co do drugiego zdarzenia, podaje Faktom Oświęcim wersję strażników, zapisaną w notatce służbowej.
Z notatki wynika, że Daniel Kułas potrącił strażnika, który spisywał numer rejestracyjny samochodu. Zanim to zrobił, kilkakrotnie gazował, jakby miał nagle szybko ruszyć.
- Nie chciał się wylegitymować. Pytał z ironicznym uśmiechem: „A jak się wam nie wylegitymuję, to co”? Tłumaczenie nie przyniosło skutku, wobec czego Strażnicy zastosowali środki przymusu bezpośredniego w sposób niebudzący wątpliwości. Pan K. był agresywny. Gdy zakładano mu kajdanki, krzyczał: „Ludzie, filmujcie to, mam dowód, chcę się wylegitymować” - relacjonuje przebieg wydarzenia Piotr Ichniowski.
W notatce znalazł się tez zapis, jakoby Kułas miał powiedzieć do strażników: „Jedziemy do straży miejskiej, to mnie (komendant Ichniowski - przyp. aut.) zwolni i będziecie mieli za swoje”.
- Jawnie powoływał się na nieistniejące w rzeczywistości koneksje - podaje z notatki Ichniowski. - W komendzie policji nie chciał, by mu zdjęto kajdanki i krzyczał, żeby go strażnicy zbili na miejscu, pod kamerami. Ponieważ pojawiło się pomówienie pobicia, strażnicy pojechali z tym panem do szpitala. Tam również miał być arogancki i ironiczny.
- To wszystko bzdura. Nie potrąciłem strażnika, nie napadłem na niego, nie byłem agresywny. Może jakieś przekleństwa padły, ale na pewno nie pod adresem funkcjonariuszy - mówi Daniel Kułas.
Straż Miejska w Oświęcimiu złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu trzech przestępstw przez przedsiębiorcę.
- Sam sobie nie poradzę, bo jak już mówiłem, słowa funkcjonariuszy liczą się podwójnie. Muszę wziąć adwokata, by zmierzyć się z systemem.
Na zdjęciu: Daniel Kułas na parkingu przy ulicy Szopena. Fot. Paweł Wodniak
Share







Komentarze
Hot-dogi na Statoil
Kebab u turka
Kawa na BP
Patrol plantów nad Sołą o 11.00 ( słownie jedenasta przed południem )
Myślę że P. Daniel mógł by nawet przekazać jakąś nagrodę za najciekawsze foty.
Kto jest za???
Myślę że Admin tego komentarza nie puści, ale co mi tam. Napisać mogę
P.S
Panie Ichniowski, woreczki proszę przygotować na psie odchody. Fotki obiecuje.
Panie Danielu jest Pan smieszny w tym co mówi..zapomnial Pan, ze znamy Pana od "podstawowki " (SP 5)-kto nie zna to w to uwierzy !!! Rozmawialismy dzisiaj na ten temat ( i nie tylko)-ale byl ubaw.....
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.