O wyroku w sprawie Alicja Tysiąc - „Gość Niedzielny”, wolności mediów i ich postrzeganiu przez polskie sądy z Franciszkiem Kucharczakiem, felietonistą „Gościa Niedzielnego” rozmawia Kamil Szyjka.
Co zmieniło się w „Gościu Niedzielnym” po wyroku w sprawie Alicji Tysiąc?
- Nic się nie zmieniło. To znaczy my absolutnie nie odstępujemy nawet o krok od tego, co pisaliśmy. Zmienił się tylko wyrok w takim sensie, że nastąpiła ugoda z Alicją Tysiąc, która ustąpiła od wymogu przeprosin za słowa, których zresztą nie powiedzieliśmy. To było wykluczone, żebyśmy przepraszali.
Można odnieść wrażenie, że „Gość Niedzielny” stał się swoistym kozłem ofiarnym w tej sprawie.
- Może nie tyle kozłem ofiarnym, co balonem próbnym. Przypuszczam, że jest to próba sprawdzenia, jak to wszystko będzie funkcjonowało i, przede wszystkim, przepchnięcia takiej nieistniejącej kategorii prawnej, jaką jest mowa nienawiści. Co to jest mowa nienawiści? W polskim języku są słowa obelżywe, są wulgaryzmy, można sądzić, że się ktoś mnie obraża, ale wtedy trzeba podać przykład, konkret. Nam nie udowodniono słów, za które mieliśmy przepraszać. To jest absolutne kuriozum. Nie udowodniono nam winy i skazano nas. Nigdy w rozwiniętej demokracji nie spotkałem się z czymś podobnym, aż tak jaskrawo krzywdzącym.
Boi się pan, że wyrok sądu zmieni postrzeganie wolności mediów?
- Obawiam się, że do tego to właściwie zmierzało. Część dziennikarzy, nawet jeśli deklaruje co innego, to przypuszczam, że troszkę się boi. To znaczy boi się mówić prawdę w obawie, że zostanie nazwana mową nienawiści. Przy czym chcę jasno powiedzieć, że żaden dziennikarz i żaden inny człowiek nie ma prawa mówić rzeczy, które są nienawistne. Myśmy nic takiego nie zrobili. Jedynie informowaliśmy o faktach. Oczywiście, że komentowanie również było. Ja w swoich felietonach czy w informacjach na szpalcie odnosiłem się do tego nieraz nawet ironicznie. I już to było absurdalne, że sąd potraktował taki tekst jako informacje tak, jakby nie było satyry, żartobliwych opinii. Wystarczyło poczytać sąsiednie notki, w których sprowadzałem wszystko do absurdu. Tutaj sąd próbował założyć kaganiec na media i w jakimś stopniu go założył. A zupełnym nieporozumieniem było to, że sąd drugiej instancji stwierdził jakie słowa mają prawo padać w katolickiej gazecie. Pani sędzia stwierdziła co możemy pisać w gazecie, aby była chrześcijańska. Mamy tutaj przypadek, kiedy sąd zajmuje się jakością chrześcijańskiego języka.
Czy żal panu Alicji Tysiąc?
- Oczywiście. Ja cały czas miałem świadomość, że jest to osoba manipulowana. Wielu ludzi się modliło w tej sprawie wraz z nami. Byłem od początku przekonany, że zło tej sprawy nie wygra i myślę, że nie wygrało. Ta ugoda, która polega na odstąpieniu powódki od przeprosin jest dobrym sygnałem i myślę, że to dowodzi pewnych zmian w tej kobiecie, która mam nadzieję kiedyś pokocha Chrystusa całym sercem.
Share







Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.