Poczuj ducha powiatu - zachęca strona internetowa Starostwa Powiatowego w Oświęcimiu. Ja go już czuję od dłuższego czasu, poddając się „ziemi, która przyciąga”, jak głosi kolejne genialne hasło promujące powiat.
I właśnie znów o promocji zamierzam skreślić słów kilka. A to dlatego, że czas jakiś przed świętami rzeczniczka starosty oświęcimskiego Józefa Krawczyka poszła na urlop. Poinformowała o tym uprzejmie media w e-mailu. W naiwności swojej sądziłem, że skoro rzeczniczka korzysta ze swojego pracowniczego prawa, to zastąpi ją zatrudniony swego czasu przez starostę w roli doradcy promocyjno-wizerunkowego Marek Rzempiel, który za cztery dni pobytu w starostwie w miesiącu i gotowość telefoniczną kasuje 2.800 złotych brutto z mojej i szanownych Państwa kieszeni.
Okazało się jednak, że za takie pieniądze wspomniany wizerunkowiec to co najwyżej może hasła, takie jak „Poczuj ducha powiatu”, czy „Ziemia, która przyciąga” wymyślić, a nie zniżać się do informacji prasowych. Tak też zresztą było i latem, kiedy mieszkańcy przez miesiąc byli pozbawieni informacji, bo starosta zwolnił wcześniejszego rzecznika, a nowego jeszcze nie namaścił. I choć zatrudniony w ramach oszczędności szpec od wizerunku już działał, to jednak pisaniem informacji prasowych się nie zhańbił.
To jednak nie jedyne kwiatuszki w polityce informacyjnej Starostwa Powiatowego w Oświęcimiu. Niegdyś konferencje prasowe były normą. Pomimo, że wcześniejszy rzecznik, podobnie jak i obecny, regularnie przesyłał mediom informacje prasowe. Od kilku miesięcy starosta konferencji prasowe nie zwołał. Ale widzę w tym pewną logikę. Zapytany niegdyś o spotkanie z dziennikarzami sternik powiatu oznajmił, ze zwoła konferencję prasową, gdy będzie miał coś do powiedzenia. Urocze, nieprawdaż?
Tu przynajmniej Józef Krawczyk jest konsekwentny i dotrzymuje słowa. Nie spełnił jednak nigdy obietnicy danej mi kilka miesięcy temu podczas rozmowy w jego gabinecie przy Wyspiańskiego 10. prosiłem wtedy, choć żenujące było, że o taką rzecz trzeba prosić, by rzecznik powiadamiał o planowanych sesjach rady powiatu i przesyłał porządek obrad. Starosta zdziwił się, że media o sesjach nie wiedzą podobnie, jak zdziwiło się kilku radnych z mojej obecności na jednym z posiedzeń rady, na które trafiłem przez zupełny przypadek.
Sądziłem, znów w naiwności swojej, że nieobecność na sesjach zrekompensuję sobie, słuchając ich przebiegu, bo przecież są nagrywane. Po rozmowie z Jarosławem Jurzakiem, przewodniczącym rady, skreśliłem kilka słów wniosku o udostępnienie takiego nagrania, po czym otrzymałem odmowną odpowiedź od Jerzego Płaszczycy, sekretarza powiatu. Jakoś nie zdziwiło mnie, że na pismo do szefa rady odpowiada kto inny, bo bałagan w starostwie dziwić mnie przestał. Zdziwiła mnie natomiast argumentacja odmowy. Sekretarz stwierdził bowiem, że nagranie to element pomocniczy, taki brudnopis.
Przypominam więc sekretarzowi, przewodniczącemu rady i wszystkim podobnie myślącym, że sprzęt do nagrywania sesji zakupiono z pieniędzy podatników. Sesje i ich nagrania też są prowadzone za pieniądze podatników. A więc ten podatnik czy to osobiście, czy przez dziennikarza powinien mieć możliwość zaznajomienia się z przebiegiem sesji, niezależnie od głupot, które czasami się na nich wygaduje. Sekretarz Płaszczyca proponuje protokół posesyjny, który smaczków płynących z wnętrza niektórych złotoustych jest już pozbawiony.
Poczuli już Państwo ducha powiatu?
Share






