Podróżując polskimi drogami coraz więcej spotykam samochodów z przepalonymi żarówkami w reflektorach. Służbowe vany, prywatne auta rodzinne, czy nawet policyjne radiowozy poruszają się po drogach z niedziałającym oświetleniem. Czy jest to spowodowane brakiem zapasowych żarówek, albo zwykłym niedbalstwem i barkiem troski bezpieczeństwo swoje i innych uczestników drogi? Niekoniecznie tak musi być.
Unia Europejska przyzwyczaiła nas do wprowadzania co rusz to nowych przepisów dotyczących obowiązkowego wyposażenia pojazdów w systemy bezpieczeństwa. Od kilku lat producenci zobowiązani są do montowania w nowych samochodach systemów takich jak ABS, czy w światła do jazdy dziennej. Wszystkie te restrykcje mają sprawić, że kierowca będzie czuł się pewniej i lepiej zapanuje nad pojazdem. Dziwi mnie jednak fakt, że nikt nie pomyślał o wprowadzeniu przepisów, nakazujących producentom zaprojektowania przestrzeni w komorze silnika, tak aby każdy kierowca mógł w szybki i bezproblemowy sposób wymienić żarówkę.
Producenci nowoczesnych samochodów zmuszają bowiem kierowców do częstych wizyt w autoryzowanych serwisach obsługi, ponieważ konstrukcja samochodu nie pozwala na samodzielną wymianę żarówki i wiąże się z poważną ingerencją mechanika. Nierzadko trzeba rozkręcać błotnik, ściągać pas przedni, czy rozkręcać nadkole. Wiąże się to nie tylko ze stratą czasu, zagrażaniem bezpieczeństwu na drodze, poruszając się z niesprawnym oświetleniem, ale również nierzadko ze sporymi kosztami. Po absurdalne i momentami śmieszne instrukcje wymiany żarówek w wybranych modelach nowych pojazdów odsyłam do czasopism motoryzacyjnych.
Sytuacja pogodowa na polskich drogach zmienia się z godziny na godzinę. Pisząc ten materiał, po przejechaniu 400 km trasy, kiedy to jechałem we mgle, po śliskich nawierzchniach i w śniegu, doceniam zalety dobrego oświetlenia. Na szczęście samochód, którym się poruszałem wyjechał z fabryki w 2000 roku, więc ewentualna wymiana żarówek nie stanowiłaby problemu.
Share







Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.