To dzięki wolontariuszom udało się tak sprawnie przeprowadzić akcję. Fot. Kamil Szyjka.
Przez dwa dni w Konarze panował duży ruch. Wszystko za sprawą czwartego już finału akcji Szlachetna Paczka. Dzięki zaangażowaniu ponad 200 wolontariuszy, darczyńców, kierowców i nauczycieli 117 rodzin z powiatu oświęcimskiego i chrzanowskiego będzie miało normalne święta.
W tym roku po raz kolejny sytuacja była napięta do ostatniej chwili. Dopiero na dzień przed finałem z listy potrzebujących zniknęła ostania rodzina.
- Ta akcja jest źródłem wielu emocji. Obawialiśmy się, że nie znajdziemy darczyńców dla wszystkich, dlatego apelowaliśmy o pomoc m.in. na Faktach Oświęcim oraz organizowaliśmy zbiórkę żywności w szkołach, gdyby zaistniała potrzeba zrobienia paczki. Odetchnęliśmy z ulgą w czwartek po południu, gdy dla kilku ostatnich rodzin zadeklarowano paczki, bo już następnego dnia i w sobotę przyjmowaliśmy i rozwoziliśmy je do rodzin potrzebujących - opowiadają koordynatorki akcji Edyta Gargulińska, Justyna Mroczek i Małgorzata Kolasa.
Cały finał zaplanowany został na trzy dni, ale dzięki ogromnemu zaangażowaniu ponad 200 wolontariuszy i kierowców wszystkie paczki udało się rozwieść w ciągu dwóch dni.
- 11 i 12 grudnia do godziny 21 Konar tętnił życiem, pozytywną energią, entuzjazmem i świąteczną atmosferą. Zebrały się tu najgorętsze serca - wolontariusze i darczyńcy. Jak co roku magazyn, w którym przyjmowano paczki, był na sali gimnastycznej, a siłownię przemieniono na przytulne i świąteczne miejsce spotkania z darczyńcami. Mogli tu oni poczęstować się m.in. ciastami upieczonymi przez wolontariuszy - kontynuuje Justyna Mroczek.
Obdarowane rodziny mieszkają w różnych miejscowościach, m.in. w Libiążu, Spytkowicach, Oświęcimiu i Zatorze. Paczki tworzyło wiele bardzo zróżnicowanych grup, m.in. klasy w szkole, rodziny, przyjaciele z pracy czy studenci. Wartości paczek wahały się pomiędzy 300 a 3500 zł. Średnia wartość paczki wynosiła 700-800 zł.
Nawet najlepiej zorganizowana akcja nie mogłaby odnieść sukcesu gdyby nie udział wielu wolontariuszy, którzy już od początku listopada odwiedzali potrzebujące rodziny wypełniając ankietę ich potrzeb. Również podczas finału mieli pełne ręce roboty w magazynowaniu i dostarczaniu paczek. Niektórzy w ciągu dwóch dni spędzili nawet po 17 godzin pomagając w akcji.
- Bardzo chciałam się przyczynić do tego, aby w chociażby w małym stopniu tegoroczne święta były dla każdej rodziny czasem spokojnym i wolnym od trosk. To niesamowite uczucie móc pomóc tym, którzy bez pomocy darczyńców nie mogliby spędzić radosnych świąt. To było super wrażenie, kiedy wnosiliśmy prezenty do zaskoczonych rodzin. Wtedy każdy czuł się jak święty mikołaj. Momentem, który utkwił mi w pamięci było to, jak na widok kilku wielkich paczek które postawiliśmy na podłodze, babcia, która została nimi obdarowana, rozpłakała się ze szczęścia - opowiada Karolina Ludwikowska, wolontariuszka.
- Teraz będę mogła spokojnie usiąść przy wigilijnym stole wiedząc, że przy podobnym stole zasiadają obdarowane rodziny. Na tą myśl mija wszelkie zmęczenie, które towarzyszy pracy wolontariusza. Smutne jest to, że są osoby, którym trzeba pomagać aby miały normalne święta, ale skoro tak w życiu niestety jest, to należy dołożyć wszelkich starań, aby im pomóc. Wtedy dopiero odkryjemy jak bardzo powinniśmy się cieszyć z tego, co mamy - podsumowuje Magda Krawczyk, koleżanka Karoliny.
Zdjęcia z akcji w dziale Galeria.








